Hej, jeszcze kiedyś gruchną strzały,
poleci miastem tupot nóg,
błyśnie w ciemności orzeł biały
i zadrży wróg.

Wyjdziemy jeszcze z chat, z kamienic,
jeden za drugim niby cień,
szary bruk ulic krwią rumienić,
wyrzynać w pień.

I wtedy już nas nie zatrzyma
żadne żandarma byle - "stój"
wrzaśniem mu hasło Oświęcimia
i wyzwiem w bój.

Jak okrzyk prosta i złowroga
pieśń sie rozlegnie ze wszech stron,
uderzy w niebo pieśń - pożoga
wrogom na skon.

Pan leutenant okno sam otworzy,
wyjrzy zdziwiony w ciemną noc -
i pozna zbrodniarz wyrok Boży
i Bożą moc.

Niby upiorne zjawy z baśni -
wtargniem do domów, wyrwiem drzwi,
pochodnią Jemu twarz rozjaśnim -
cali we krwi...

Hej, nawet w górze księżyc blady
będzie srebrnymi łzami łkał,
gdy ujrzy nasze barykady
z ofiarnych ciał.

Tej nocy wiele się dokona
i wielu sprawom przyjdzie kres;
tej nocy wreszcie wstanie "Ona"
z bólu i łez